Zagrodnik

 

22 sierpnia 2017, 03:56

Partner

Logowanie

Reklama




GMO - zło nieuniknione

warning: Parameter 1 to theme_field() expected to be a reference, value given in /includes/theme.inc on line 170.

GMO czyli odmiany roślin zmodyfikowanych genetycznie, wzbudzają wiele kontrowersji oraz obaw. Absolutnie mnie to nie dziwi, ja także czuję obawę a nawet wstręt do takich organizmów. Czy jednak jest sens bronić się przed wprowadzeniem ich na nasz rynek i do uprawy? Czy stosowana polityka zakazu i kontroli jest jakkolwiek uzasadniona?

Modyfikacje genetyczne roślin polegają na wszczepianiu do wzorca genetycznego (genomu) gatunku uprawnego, genu lub genów innego gatunku (także zwierząt), w celu osiągnięcia odporności na choroby, zdolności do pobierania azotu z powietrza, przyspieszenia wzrostu, zwiększenia masy plonu, poprawy jego jakości, odporności na suszę itp. Genetycy osiągnęli w tym zakresie ogromny sukces. Rośliny zmodyfikowane genetycznie tak świetnie radzą sobie w środowisku, tak znakomicie plonują, że wszędzie gdzie dopuszczono do ich uprawy, w krótkim czasie wypierają odmiany tradycyjne. Po prostu uprawa "starych" odmian nie opłaca się, wobec krotnej nawet różnicy w plonie. Pozostaje jednak opór, obawa wielu i producentów i konsumentów, przed taką żywnością. Te obawy stały się przyczyną chronienia polskiego obszaru przed masową uprawą takich roślin. Z tego też powodu Meksyk, po początkowym okresie dopuszczenia, w roku 1998 wprowadził zakaz uprawy genetycznie modyfikowanej kukurydzy.

Wszelkie obawy przeciwników GMO, odrzucane były przez autorytety naukowe jako śmieszne i nie uzasadnione. Tymczasem badania jakie na terenie Meksyku przeprowadzono w latach 2001 - 2004, a których wyniki opublikowano ostatnio, dowodzą, że modyfikacje genetyczne przenoszą się na rośliny niemodyfikowane. Oznacza to, że po jakimś czasie wszystkie rośliny, w efekcie zapylania, otrzymają "wkładkę" genetyczną będącą wynikiem modyfikacji, a rośliny o pierwotnym genotypie oglądać będziemy mogli jedynie w szklarni ogrodu botanicznego. Jakie będą dalsze konsekwencje samoczynnych już kombinacji genetycznych, trudno przewidzieć, a myśleć po prostu strach. Całe szczęście że w świecie zwierzęcym jeszcze nie upowszechniono tych metod, i nie hodujemy dwutonowych tuczników, krów z wymieniem jak zbiornik cysterny, czy kurczaków z nogami dinozaura. Wszystko jednak przed nami, bo pogoń za kasą eliminuje wszelkie hamulce i rozsądek.

Informacje powyższe jednak, zamiast utwierdzić mnie w słuszności zakazu uprawy GMO w Polsce, spowodowały że stałem się absolutnym jego przeciwnikiem. Po pierwsze jaki sens jest zakazywać czegoś, co i tak samo, z wiatrem do nas przyjdzie, bo za Odrą nikt nie ogranicza dostępu do GMO. Po drugie, w Polsce zakaz jest tylko pozorny, bo niektóre duże firmy prowadzące potężne gospodarstwa rolne, uzyskały pozwolenie na takie uprawy. Źródło modyfikowanych genów jest więc także w naszym kraju. No i po trzecie i najważniejsze. Jaki sens jest zabraniać uprawy, argumentując dobrem konsumenta, jeżeli praktycznie 100% pasz którymi karmione są polskie zwierzęta produkuje się z ziarna kukurydzy i soi modyfikowanych genetycznie. Bo tutaj nie ma zakazu importu, bo nie ma też alternatywy. Więc jemy mięso, jajka, pijemy mleko, od zwierząt które już od lat karmione są GMO. Zakaz uprawy GMO w Polsce ma więc jedynie ten skutek, że stawia na przegranej pozycji naszych rolników, zbierających niskie i złej jakości plony z odmian tradycyjnych, co zmusza ich do rezygnacji z uprawy.

Partnerzy